poniedziałek, 2 listopada 2015

Spontaniczność




            Max pojawił się w drzwiach. Podniosłam się, zerkając w stronę swojego celu. Minęłam po drodze Max'a, który udawał, że mnie nie zna. Przed barem była barierka. Oparłam się o nią, wyciągając paczkę papierosów, wzięłam jednego, odpalając go, dopiero gdy drzwi ponownie się otworzyły i wyłonił się zza nich wysportowany brunet. Zaciągnęłam się. Odchyliłam głowę do tyłu, przeczesując wolną ręką swoje włosy. Wypuściłam dym, przyglądając się jak tańczy z lekkim wiaterkiem. Mężczyzna stał naprzeciw mnie, więc leniwie skierowałam wzrok na niego. Na jego ustach malował się uśmiech, doskonale widoczny mimo słabego oświetlenia.
            - Przerwa w omawianiu interesów?
         - Dziś bez interesów. - Wystawiłam otwartą paczkę w jego stronę. Poczęstował się jednym, ale nie odpalił. Schowałam paczkę, by podać mu zapalniczkę. Wziął ją, muskając palcem wewnętrzną stronę mojej dłoni. Nasze oczy straciły ze sobą kontakt tylko w chwili, gdy odpalał papierosa. Wydmuchał pierwszy dym, układając usta w krzywy dziubek, by odleciał na bok.
            - Zajęta? - Pytanie było bezpośrednie i ociekało podtekstem.
            - Zależy dla kogo. - Ton mojego głosu był niższy niż naturalnie, ale nieznajomy nie mógł tego wiedzieć.
            Zacisnął dłonie na barierce, zamykając mnie w klatce jego ramion. Przygryzłam dolną wargę, zadzierając brodę, a nasze twarze znalazły się bliżej siebie. Gdy zaczął się przybliżać, wbiłam się plecami w metalowe pręty, by ponownie zaciągnąć się papierosem. Nie odsunął się ani o centymetr, dym papierosa uniósł się do góry, zasłaniając mi przez chwilę jego twarz.
            - Podoba ci się tu?
            - Niespecjalnie.
            - Znam lepsze miejsce.
            - Zapewne.
            Oblizałam górną wargę, a on naparł na mnie swoimi ustami. Rozchyliłam swoje, a jego język, zachęcił mój do przepychanki. Nawet nie zauważyłam kiedy oboje upuściliśmy papierosy na ziemię. Przyciągnął mnie do siebie jedną ręką, uwalniając od nieprzyjemnego nacisku metalowych rurek, drugą gładził moją szyję. Kończąc pocałunek przygryzłam jego wargę, na co zareagował łobuzerskim uśmiechem.
            Siedziałam w fotelu pasażera w czerwonym Ferrari Enzo, którego kierowca nie przejmował się żadnymi znakami, ani zmianami świateł. Podobał mi się jego styl jazdy, wywołujący u mnie podniecenie. Wjechaliśmy do podziemnego parkingu w jakimś wieżowcu. Zaprowadził mnie do przestronnego mieszkania, które nie pasowało do notatki o nim, jaką podali nam zleceniodawcy.
            - Mieszkasz tu?
            - Pomieszkuję. - Odpowiedział, bawiąc się moimi włosami, w drodze do sypialni.
            Powalił mnie na łóżko, całował dziko, z ogromną pasją. Jego usta, popędziły na szyję, przesuwając się do obojczyków.
            - Masz gumki? - Zaśmiał się, podnosząc na ręce.
            - W szafce. - Wskazał na szafkę nocną.
            Nie tego się spodziewałam. Miałam nadzieję, że będzie musiał wyjść, dając mi czas na znalezienie jakiegoś narzędzia.
            Podczołgałam się w stronę szafki. Wypinając pośladki, w jego stronę, schyliłam się, by odsunąć szufladę. Ku mojej uciesze było tam pełno skarpet, między którymi wypatrzyłam małego gnata, tuż obok prezerwatyw. Uśmiechnęłam się do mojego szczęścia, dziękując mu za życzliwość. Starając się zrobić to jak najciszej, złapałam za kolbę. Wykonując gwałtowny obrót, przeładowałam, strzelając idealnie w środek czoła.
            - Stary, dobry Glock. - Wyszeptałam do siebie, wychodząc z uśmiechem, wciskając pistolet z tyłu w spodnie.
            Spokojnym krokiem, powstrzymując chęć uśmiechania się, opuściłam budynek. Znajdowałam się na Renaissance Center Drive. Idąc szybkim tempem doszłam do Jefferson Ave, gdzie skręciłam w prawo, a następnie odbiłam w lewo w Bush Street. Gdy doszłam do Sweetwater Tavern, zadzwoniłam do Jacob'a.
            - Lafayette Street. - Bąknęłam, gdy odebrał.
            - Już?
            - Czekam na was.
            Dojechanie na miejsce zajęło im niewiele ponad dziesięć minut. Max zahamował z piskiem opon. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu,który pojawił się na moich ustach. Wskoczyłam do środka, gdzie przywitały mnie dwie radosne twarze. Śmiejąc się opuściliśmy miasto.
            - Mały postój? - Odezwał się Max po długiej ciszy.
            - Pewnie! - Odpowiedzieliśmy zgodnie z Jake'em.
            Zjechaliśmy na małą stację. Wysiadłam pierwsza. Zalałam bak do pełna, podczas, gdy Jacob pobiegł do toalety.
            - Piwa.  - Skomentował Max, który dopiero wygramolił się z samochodu. - Mało to wygodne.
            - Mi się podoba. - Wystawiłam mu język.
            Po tym geście zdałam sobie sprawę, że przywykłam do ich towarzystwa. Czułam się przy nich swobodnie i co najważniejsze, wiedziałam, iż mogę im w pełni zaufać. Ostatni raz czułam się tak w swojej ekipie z SOFTS.
            - Jak poszło?
            - Szybko, choć bałam się, że będę miała problem.
            - Jesteś strasznie spontaniczna. Nie masz przez to za dużo problemów? - Pokręciłam głową. - Jacob zabiłby mnie, gdybym ja wpadł na taki pomysł... Lubi cie.
            - Nie powinien. - Skrzywiłam się. Wiedziałam, że mnie lubi. Niestety mogłam to wyczuć... - Idę zapłacić.
            Jake czekał na mnie w środku. Poszedł ze mną do kasy, czekając cierpliwie, aż dokonam płatności kartą.
            - To było dość ryzykowne.
            - Przeszkadza ci to?
            - Nie... Tak... Robin. - Złapał mnie za nadgarstek, przyciągając moją dłoń do swojego policzka. - Co cie łączy z tym mechanikiem?
            Starałam się nie okazać zdziwienia, które było ogromne. Przełknęłam ślinę, zastanawiając się jakiej udzielić odpowiedzi. Musiałam zakończyć to zadanie. Nic więcej się nie liczyło, tylko czy potrafiłabym skłamać odnośnie moich uczuć do Shade'a? Czułam, że nie mam wyboru, ale nie chciało mi to przejść przez gardło. Jacob'a zżerała zazdrość, od chwili kiedy zobaczył mężczyznę, którego kochałam. Nie uszło to mojej uwadze.
            - Spałaś z nim. - Skwitował, zniecierpliwiony.
            - Jake, ja... - Chciałam go jakoś udobruchać, żeby nie stracić swojej szansy.
            - To dla samochodu i tej karty?
            - Masz mnie za dziwkę?! - Ryknęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz