- Jest tu jakiś
motel? - Mój głos zabrzmiał tak uprzejmie, iż sama siebie zaskoczyłam.
- Pewnie! Trzymaj. -
Wręczyła mi wizytówkę. - Na odwrocie jest mapka z zaznaczoną drogą z mojego
baru do motelu.
- Dzięki. -
Uśmiechnęłam się, odchodząc od baru.
Zrzęda i goryl wyszli
zaraz za mną. Zatrzymałam się na chodniku przed warsztatem. Odwróciłam się do
nich. Wyciągnęłam rękę, w której trzymałam wizytówkę motelu. Jej kolory były
koszmarnie dobrane, a do tego tak jaskrawe, iż byłoby je widać nawet gdyby
latarnie nie świeciły.
- Czemu mi to dajesz?
- Bo ja tam nie idę.
- Ale dlaczego?
Robin? - Max zachowywał się jak nadopiekuńcza ciotka. Nie mogłam powstrzymać
uśmiechu. Nie wiedzieć czemu wydawał mi się na swój sposób urokliwy, czego nie
mogłam powiedzieć o jego przyjacielu. Jacob działał mi na nerwy. I to z chwili
na chwilę, coraz mocniej i mocniej.
- Nie mam pieniędzy,
a nie lubię spać na czyjś koszt. Zatrzymam się u Shade'a.
- Nie ufam mu. - Czy
on był zazdrosny? To tak to wygląda u facetów?
- To mój kumpel z
pracy. Znam go lepiej jak siebie. Zadzwońcie rano jak już się wyśpicie. -
Starałam się brzmieć spokojnie i na tyle przyjaźnie, na ile pozwalała mi moja
niechęć do Jake'a.
Jake mamrotał coś
jeszcze pod nosem, idąc ze spuszczoną głową. Max pomachał mi, krocząc za
kumplem.
Pobiegłam do
warsztatu. Weszłam przez boczne drzwi z tabliczką „pomieszczenie służbowe”.
Odwrócił się do mnie, odrywając wzrok od papierzysk. Jego uśmiech wyglądał
dokładnie tak, jak go zapamiętałam.
- Przenocujesz mnie?
- W brzmienie mojego głosu zakradła się lekka chrypka.
Wstał. Odsunąwszy
krzesło, podszedł do mnie, obejmując mnie swoimi silnymi ramionami. Nie zliczę
ile to już razy byłam w jego objęciach, a za każdym razem czułam się w nich
lepiej. Jakby nasze ciała dopasowywały się do siebie.
Zadarłam głowę.
Zamknęłam oczy, a jego wargi z łatwością odnalazły moje. Pojedyncza łza
spłynęła po moim policzku. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak
bardzo za nim tęskniłam. Tyle dni i nocy spędziłam bez niego, nie wspominając
żadnej chwili... Przycisnął mnie do siebie mocniej, odrywając mnie od smutnych
myśli. Przyparł mnie do ściany, wpijając się w moje usta z narastającą pasją.
Przerwałam pocałunek. Zwiesiłam głowę. Nie otwierając oczu, próbowałam wyrównać
oddech i uspokoić galopujące serce.
- Robin... -
Wyszeptał, przykładając dłoń do mojego policzka. Odetchnęła głęboko, zarzucając
mu ręce na szyję.
Podniósł mnie.
Całując moją szyję, przeszedł przez drzwi do wnętrza warsztatu, a stamtąd
schodami na górę. Jego mieszkanie było lepszą wersją mieszkania Margot. Każde
pomieszczenie było oddzielone ścianami, choć były to tylko płyty regipsowe. Dotarliśmy do
sypialni. Posadził mnie na dwuosobowym łóżku, pochylając się nade mną.
Przesuwałam się w głąb łóżka, a on podążał za mną, zaczepiając moje usta. Po
drodze ściągnął z siebie t-shirt. Wtedy zorientowałam się, że przez przesuwanie
się po pościeli, dresy, które miałam na sobie, zsunęły się do kolan. Shade
szybkim ruchem, ściągnął je całkiem, wyrzucając gdzieś w pokój. Zaczęłam
ściągać koszulkę, z czym również mi pomógł. Całował moją szyję, powoli
przechodził do dekoltu, piersi i brzucha. Ja w tym czasie zsuwałam nogami jego
spodnie, drapiąc przy tym jego umięśnione plecy. Jęknęłam cicho, czując jego
dłoń przesuwającą się na mój pośladek. Jego oddech przyspieszył. Dyszeliśmy
oboje, dając się owładnąć pożądaniu. Wszedł we mnie gwałtownie, a z mojego
gardła wydobyło się zachrypnięte stęknięcie. Poruszał się powoli, wydychając
gorące powietrze na moją wrażliwą szyję. Dreszcze wędrowały po całym moim
ciele. Przestawałam kontrolować swoje ruchy. Wszystko przychodziło
instynktownie. Przeciągnął otwartą dłonią po moim brzuchu, sięgając po moją
pierś. Nagła fala przyjemności sprawiła, że zacisnęłam palce na jego biodrach.
Gdy nasze usta spotkały się w kolejnym pocałunku, poczułam jak rozpływam się
pod jego silnym ciałem. Napierał na mnie całym sobą, co dawało poczucie
bezpieczeństwa.
Jego ręce poderwały
mnie z materaca. Siedział teraz pode mną, wbijając się we mnie rytmicznie.
Zaplotłam nogi za jego plecami. Moje dłonie błądziły po jego włosach, schodząc
w dół po jego karku. Pochyliłam głowę całując i liżąc jego szyję. Przygryzłam
płatek jego ucha, a on wydał z siebie stłumiony jęk, uderzając we mnie mocniej.
Odchyliłam się do tyłu jęcząc głośno. Gdy jedna z jego rąk, zaciskała się na
moim biodrze, druga sięgnęła do mojej piersi. Przesuwał ją w górę, do karku.
Przyciągnął mnie do siebie bliżej, a gdy nasze czoła oparły się o siebie, nasze
płytkie oddechy mieszały się ze sobą. Wpił się w moje usta. Ruch moich bioder
zgrywał się z jego. Wygięłam się ponownie, wołając jego imię zachrypniętym
głosem. Silną dłonią podtrzymywał moje plecy, by móc językiem pieścić moją
pierś. Moje ciało powoli rozpływało się w jego objęciach, podczas gdy on stawał
się coraz twardszy. Nagle wszystkie moje mięśnie spięły się przy ogromnej
ekstazie, a on zamarł wybijając mnie po raz ostatni w górę. Opadliśmy oboje na
łóżko, powoli uspakajając nasze oddechy. Objął mnie ramionami, całując moje włosy.
Oparł się o ścianę, a
ja wtuliłam się w niego. Sięgnął po paczkę papierosów, leżącą na szafce nocnej.
Spaliliśmy jednego na pół. Głaskał moje nagie ramię.
- Cholernie za tobą
tęskniłem. - Skrzywiłam się. Też tęskniłam, ale mimo to żadne z nas nie dało znaku
życia. - Wiesz co teraz planują?
- Nie mam zielonego
pojęcia. - Zaczęłam kreślić wzroki na jego torsie. - Chciałabym, żebyś
wrócił... - Wyszeptałam nieśmiało.
Westchnął ciężko,
zamykając przy tym oczy. Nie musiał nic mówić. Prawda jest taka, że nie może
wrócić. Odszedł, żebym ja mogła zostać...
Pojedyncza łza
spłynęła po moim policzku. Shade starł ją, obdarzając mnie tym swoim cudownym
uśmiechem, który zawsze poprawiał mój nastrój. Cmoknął mnie w czoło,
odgarniając niesforne kosmyki. Był niewiarygodnie czuły i opiekuńczy. Zawsze w
nim to podziwiałam. Zapewne dlatego, że ja nigdy taka nie byłam.
Kiedy trafiłam do SOFTS[1]
byłam zamknięta w sobie. Wpojono mi od małego, że mam wypełniać polecenia i nie
zgłaszać sprzeciwu, ale niestety byłam ciężkim przypadkiem. Nie odzywałam się
do nikogo i lubiłam działać na własną rękę. Wypełniałam polecenia według
swojego uznania. Z moich ust nie padło ani jedno słowo, przez całe pół roku
mojego pobytu w organizacji, aż utworzono grupę 00. Dołączyłam do niej jako
ostatnia. Shade był czymś na kształt przywódcy i opiekuna zlepku różnych
indywidualności. Czasami miałam wrażenie, że tylko dzięki niemu wszyscy
zgraliśmy się ze sobą doskonale. To on jako pierwszy usłyszał mój głos.
Zabawne... Usłyszał go tylko dlatego, że doprowadziłam go do szewskiej pasji.
To była nasza pierwsza misja - jedna, jedyna która została przerwana przez
komplikacje, spowodowane moim zachowaniem. Po powrocie do kwatery, zamknął się
ze mną w moim pokoju i wrzeszczał na mnie przez długie dwadzieścia minut. Nie
pamiętam słów jakie padły wtedy z jego ust, ale pamiętam, że wypowiedziałam
wtedy najbardziej szczere "przepraszam", na jakie było mnie stać. To
sprawiło, że jego złość zniknęła. Pod wpływem chwili przytulił mnie po raz
pierwszy i coś we mnie pękło. Później powoli zaczęłam rozmawiać z innymi. I tak
zaprzyjaźniłam się z Kołkiem (Jose), Bladą (Melba), Łysym (David), Lewusem
(Roger) i Shade'em, na którego wołaliśmy Despota. Mi nie nadali ksywki, po
prostu wołali Rob lub Bobi.
- Nie rozmyślaj teraz
nad tym. - Złapał moją brodę, zmuszając mnie, bym na niego spojrzała. - Jesteś
pewnie zmęczona, co? - Skinęłam głową.
Pocałował mnie szybko
i czule. Uśmiechnął się. Kochałam ten uśmiech... Kochałam go całego. Wtulając
się w jego ciepłą klatkę piersiową, pogrążałam się w błogim śnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz