Zaprowadzili mnie do
pokoju, który wynajęli. Urządzony skromnie, ale starannie wykończony. Usiadłam
razem z Max'em na kanapie, podczas gdy Jake zajął fotel.
- Doszliśmy z Max'em
do wniosku, że powinniśmy cie lepiej poznać, jeśli mamy z tobą działać. Dobrze
się pracuje z kimś, do kogo ma się zaufanie, zwłaszcza jeśli twoje życie po
części od tej osoby zależy. Zgodzisz się ze mną, prawda?
- Wcześniej mi
zaufaliście, dlaczego teraz macie z tym problem? - Mój spokój nieco mnie
zaskoczył. Spodziewałam się, że zabrzmię oskarżycielsko, ale tak się nie stało.
- Podałaś się za
panienkę z dobrego domu, a okazałaś się być kobietą nie wiadomo skąd. Już nie
wspominając o tym, że jeździsz jak szalona, znasz jakiegoś podejrzanego typa z
warsztatu samochodowego i kto wie, co jeszcze ukrywasz.
- Skoro chcecie
wiedzieć, to chyba nie mam wyjścia. - Odetchnęłam głęboko. - Pracuję jako
płatny zabójca od ponad trzech lat. Z Shade'em pracowałam przez rok, był moim
przełożonym, ale odszedł z pracy. Od jakiegoś czasu sprawowałam władzę nad
jedną grupą, ale się rozpadła i z tego powodu jestem tu teraz z wami.
Wystarczy, że dogadam się z wami i wykonamy jedno zadanie bez żadnych
komplikacji.
- Cieszę się, że w
końcu się dogadaliśmy. - Uśmiechnęli się do mnie obaj.
Max pożyczył mi swój
telefon na jakiś czas, żebym miała z nimi kontakt. Miałam godzinę, do naszego
spotkania, a później mieliśmy razem udać się do baru, żeby zapoznać się z
robotą do wykonania. W wolnej chwili postanowiłam zorganizować jakiś lepszy
samochód. Już niekoniecznie szybszy, ale chociaż wygodniejszy. Z takim zamiarem
wpadłam do warsztatu. Kolejny raz weszłam do pomieszczenia służbowego, gdzie
Shade pił kawę ze swoim pracownikiem. Mężczyzna wymieniał właśnie, jakich
części mu brakuje, a Shade w skupieniu robił listę. Zamknąwszy za sobą drzwi,
zapukałam w nie, aby zwrócić na siebie ich uwagę.
- Robin... -
Wyszeptał Shade, zaskoczony moją obecnością.
- Potrzebuję
samochodu.
Usta rozciągnęły mu
się w łobuzerskim uśmiechu. Złapał mnie za rękę, ciągnąc do tylnego wyjścia z
warsztatu. Wyszliśmy na duży ogrodzony siatką teren, gdzie leżało pełno starych
gratów nienadających się już do niczego. Może ewentualnie dałoby radę znaleźć w
nich coś na części wymienne, ale to też dość wątpliwa sprawa. Szliśmy między
wrakami samochodów nadającymi się na szrot. Zatrzymał mnie przed trzema dużymi
garażami. Kazał mi poczekać, podczas gdy on podszedł do klawiatury, na której
wystukał kod i wszystkie trzy bramy uniosły się do góry. Moim oczom ukazały się
McLaren F1, Ferrari Enzo i Mercedes GL. Otworzyłam usta, będąc pod wrażeniem.
- Skąd ty masz te
auta? - Wydukałam, gdy do mnie wrócił.
- No wiesz... Coś
muszę robić z pieniędzmi. - Wzruszył ramionami. - To którego chcesz?
- Tego! - Wyciągnęłam
rękę w stronę McLarena. Ta bestia ma całkiem dobre przyspieszenie i można nim
wyciągnąć jakieś 390 km/h.
Shade zaśmiał się,
obejmując mnie ramieniem. Drugą ręką sięgnął do kieszeni spodni skąd wyciągnął
mały kluczyk. Zaciągnął mnie do wnętrza garażu. Zostałam przy McLaren'ie,
oglądając go z każdej strony. Chwilę później wrócił Shade z kluczykami do auta.
Rzucił mi je, ponownie chichocząc.
- Bak powinien być
pełen.
- I tak po prostu mi
go dasz?
- Oddałbym wszystko,
żeby mieć cie przy sobie lub chociaż móc podziwiać twój uśmiech. Nawet jeśli
tylko przez chwilę.
Wplątał dłoń w moje
włosy, odchylając moją głowę. Przycisnął mnie do siebie całując namiętnie.
Drugą ręką położył na moim pośladku. Zamruczałam w jego usta. Odchyliłam się do
tyłu, opierając o samochód. Wypuścił głośno gorące powietrze, pieszcząc moją
szyję. Zacisnął ręce na mojej talii, podnosząc mnie, a ja objęłam go nogami.
Poczułam, jak napiera na mnie mocniej, jego męskość była nabrzmiała, moje
biodra przysunęłam jeszcze bliżej do niego. Usłyszałam jego ciche jęknięcie.
- Shade... -
Wyszeptałam, przeczesując jego włosy.
- Szefie! - Z oddali
dotarł do mnie znajomy głos.
Shade przytknął czoło
go mojego, klnąc pod nosem. Postawiłam nogi na ziemi. Nasze oddechy powoli
wracały do normy. Słyszałam jego cisze warknięcie. Cmoknęłam go nieśmiało w
usta. Odsunął się, mrugając oczami. Uśmiechnął się, nie wypuszczając mnie z
objęć.
- Szefie! - Pojawił
się na horyzoncie pracownik, którego imienia do tej pory nie poznałam. -
Telefon. - Zamachał komórką.
Zirytowany blondyn
podszedł do niego, by zabrać telefon. Gdy zwrócił się do kogoś po drugiej
stronie, jego głos zabrzmiał spokojnie. Westchnęłam. Zawsze taki był. Nie ważne
jak bardzo był wkurzony i tak nigdy nie pozwalał, by ktokolwiek to widział.
Tylko przy mnie pozwalał sobie na okazywanie zdenerwowania i tylko przy mnie
krzyczał.
- Jak masz na imię? -
Zwróciłam się do pracownika, widocznie go tym zaskakując.
- Jeremy. - Wyciągnął
do mnie rękę.
- Robin. -
Wymieniliśmy uściski dłoni i uśmiechy. - Klient? - Skinęłam w stronę Shade'a.
- Nie. - Pokręcił
głową. - Nie wiem kto to. Nie chciał się przedstawić, a gdy powiedziałem, że
szefa nie ma, kazał mi przestać kłamać. Zupełnie jakby wiedział, gdzie szef
jest i co robi.
Przyszło mi na myśl,
że dzwoniącym musi być Kołek. Tylko on zawsze wszystko wiedział, ale to nie
miało żadnego sensu. Shade'a wylali dyscyplinarnie... Chyba że wyszło na jaw,
iż to nie była jego wina...
Zamarłam z
przerażenia. Nie chciałam stracić pracy. Nie! Nie mogą mnie wylać... Potrząsałam
głową, chcąc przepędzić te myśli, lecz to nie pomogło. Już widziałam dyrektora,
siedzącego za wielkim biurkiem, informującego mnie o zakończeniu współpracy ze
mną. Nie martwiłam się znalezieniem innej pracy - w dzisiejszych czasach dla
dobrego płatnego zabójcy to nie problem, jednak nie mogłam jeszcze stracić TEJ
roboty.
Z zamyślenia wyrwał
mnie Shade. Nawet nie zauważyłam kiedy skończył rozmawiać i wrócił do mnie.
- Kołek. - Zadrżałam.
Shade zmarszczył brew. - Znalazł Bladą. - Wyjaśnił, a ja wypuściłam powietrze,
czując nieopisaną ulgę. - Myślałaś, że...
- Tak. - Nie dałam mu
skończyć.
Wzięłam samochód na
jazdę próbną. Zanim pożegnałam się z Shade'em, dał mi jeszcze kartę kredytową,
prosząc mnie, bym kupiła sobie jakieś lepsze ubrania. Musiałam mu przyznać
rację - mój wygląd nie wzbudzał pozytywnych emocji. Parkując swojego F1, czułam
ogromną satysfakcję, widząc pełne podziwu spojrzenia mężczyzn, ale czar prysł,
gdy wysiadłam z wozu. Faceci wytrzeszczali oczy i przewracali nimi, nie mogą
się pogodzić, iż ktoś wyglądający jak menel, jeździ taką maszyną.
Wpadłam do jakiegoś
dużego sklepu odzieżowego. Znalazłam zwykłe jeansy i dopasowaną, ale nie
obcisłą bokserkę w czarnym kolorze. Idąc do kasy, przypomniałam sobie o
powinności zmiany bielizny. Zaklęłam pod nosem. Przeszłam cały sklep, aż
znalazłam jakieś bawełniane bokserki, skarpetki i oczywiście stanik. Wychodząc
na zewnątrz, dostrzegłam sklep sportowy. Niemal pobiegłam do niego, chcąc kupić
parę wygodnych butów, które nadały by się do biegania. Nigdy nie wiadomo, kiedy
mogą się przydać!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz