poniedziałek, 19 października 2015

Zabawki



            Zaprowadzili mnie do pokoju, który wynajęli. Urządzony skromnie, ale starannie wykończony. Usiadłam razem z Max'em na kanapie, podczas gdy Jake zajął fotel.
            - Doszliśmy z Max'em do wniosku, że powinniśmy cie lepiej poznać, jeśli mamy z tobą działać. Dobrze się pracuje z kimś, do kogo ma się zaufanie, zwłaszcza jeśli twoje życie po części od tej osoby zależy. Zgodzisz się ze mną, prawda?
            - Wcześniej mi zaufaliście, dlaczego teraz macie z tym problem? - Mój spokój nieco mnie zaskoczył. Spodziewałam się, że zabrzmię oskarżycielsko, ale tak się nie stało.
            - Podałaś się za panienkę z dobrego domu, a okazałaś się być kobietą nie wiadomo skąd. Już nie wspominając o tym, że jeździsz jak szalona, znasz jakiegoś podejrzanego typa z warsztatu samochodowego i kto wie, co jeszcze ukrywasz.
            - Skoro chcecie wiedzieć, to chyba nie mam wyjścia. - Odetchnęłam głęboko. - Pracuję jako płatny zabójca od ponad trzech lat. Z Shade'em pracowałam przez rok, był moim przełożonym, ale odszedł z pracy. Od jakiegoś czasu sprawowałam władzę nad jedną grupą, ale się rozpadła i z tego powodu jestem tu teraz z wami. Wystarczy, że dogadam się z wami i wykonamy jedno zadanie bez żadnych komplikacji.
            - Cieszę się, że w końcu się dogadaliśmy. - Uśmiechnęli się do mnie obaj.

            Max pożyczył mi swój telefon na jakiś czas, żebym miała z nimi kontakt. Miałam godzinę, do naszego spotkania, a później mieliśmy razem udać się do baru, żeby zapoznać się z robotą do wykonania. W wolnej chwili postanowiłam zorganizować jakiś lepszy samochód. Już niekoniecznie szybszy, ale chociaż wygodniejszy. Z takim zamiarem wpadłam do warsztatu. Kolejny raz weszłam do pomieszczenia służbowego, gdzie Shade pił kawę ze swoim pracownikiem. Mężczyzna wymieniał właśnie, jakich części mu brakuje, a Shade w skupieniu robił listę. Zamknąwszy za sobą drzwi, zapukałam w nie, aby zwrócić na siebie ich uwagę.
            - Robin... - Wyszeptał Shade, zaskoczony moją obecnością.
            - Potrzebuję samochodu.
            Usta rozciągnęły mu się w łobuzerskim uśmiechu. Złapał mnie za rękę, ciągnąc do tylnego wyjścia z warsztatu. Wyszliśmy na duży ogrodzony siatką teren, gdzie leżało pełno starych gratów nienadających się już do niczego. Może ewentualnie dałoby radę znaleźć w nich coś na części wymienne, ale to też dość wątpliwa sprawa. Szliśmy między wrakami samochodów nadającymi się na szrot. Zatrzymał mnie przed trzema dużymi garażami. Kazał mi poczekać, podczas gdy on podszedł do klawiatury, na której wystukał kod i wszystkie trzy bramy uniosły się do góry. Moim oczom ukazały się McLaren F1, Ferrari Enzo i Mercedes GL. Otworzyłam usta, będąc pod wrażeniem.
            - Skąd ty masz te auta? - Wydukałam, gdy do mnie wrócił.
            - No wiesz... Coś muszę robić z pieniędzmi. - Wzruszył ramionami. - To którego chcesz?
            - Tego! - Wyciągnęłam rękę w stronę McLarena. Ta bestia ma całkiem dobre przyspieszenie i można nim wyciągnąć jakieś 390 km/h.
            Shade zaśmiał się, obejmując mnie ramieniem. Drugą ręką sięgnął do kieszeni spodni skąd wyciągnął mały kluczyk. Zaciągnął mnie do wnętrza garażu. Zostałam przy McLaren'ie, oglądając go z każdej strony. Chwilę później wrócił Shade z kluczykami do auta. Rzucił mi je, ponownie chichocząc.
            - Bak powinien być pełen.
            - I tak po prostu mi go dasz?
            - Oddałbym wszystko, żeby mieć cie przy sobie lub chociaż móc podziwiać twój uśmiech. Nawet jeśli tylko przez chwilę.
            Wplątał dłoń w moje włosy, odchylając moją głowę. Przycisnął mnie do siebie całując namiętnie. Drugą ręką położył na moim pośladku. Zamruczałam w jego usta. Odchyliłam się do tyłu, opierając o samochód. Wypuścił głośno gorące powietrze, pieszcząc moją szyję. Zacisnął ręce na mojej talii, podnosząc mnie, a ja objęłam go nogami. Poczułam, jak napiera na mnie mocniej, jego męskość była nabrzmiała, moje biodra przysunęłam jeszcze bliżej do niego. Usłyszałam jego ciche jęknięcie.
            - Shade... - Wyszeptałam, przeczesując jego włosy.
            - Szefie! - Z oddali dotarł do mnie znajomy głos.
            Shade przytknął czoło go mojego, klnąc pod nosem. Postawiłam nogi na ziemi. Nasze oddechy powoli wracały do normy. Słyszałam jego cisze warknięcie. Cmoknęłam go nieśmiało w usta. Odsunął się, mrugając oczami. Uśmiechnął się, nie wypuszczając mnie z objęć.
            - Szefie! - Pojawił się na horyzoncie pracownik, którego imienia do tej pory nie poznałam. - Telefon. - Zamachał komórką.
            Zirytowany blondyn podszedł do niego, by zabrać telefon. Gdy zwrócił się do kogoś po drugiej stronie, jego głos zabrzmiał spokojnie. Westchnęłam. Zawsze taki był. Nie ważne jak bardzo był wkurzony i tak nigdy nie pozwalał, by ktokolwiek to widział. Tylko przy mnie pozwalał sobie na okazywanie zdenerwowania i tylko przy mnie krzyczał.
            - Jak masz na imię? - Zwróciłam się do pracownika, widocznie go tym zaskakując.
            - Jeremy. - Wyciągnął do mnie rękę.
            - Robin. - Wymieniliśmy uściski dłoni i uśmiechy. - Klient? - Skinęłam w stronę Shade'a.
            - Nie. - Pokręcił głową. - Nie wiem kto to. Nie chciał się przedstawić, a gdy powiedziałem, że szefa nie ma, kazał mi przestać kłamać. Zupełnie jakby wiedział, gdzie szef jest i co robi.
            Przyszło mi na myśl, że dzwoniącym musi być Kołek. Tylko on zawsze wszystko wiedział, ale to nie miało żadnego sensu. Shade'a wylali dyscyplinarnie... Chyba że wyszło na jaw, iż to nie była jego wina...
            Zamarłam z przerażenia. Nie chciałam stracić pracy. Nie! Nie mogą mnie wylać... Potrząsałam głową, chcąc przepędzić te myśli, lecz to nie pomogło. Już widziałam dyrektora, siedzącego za wielkim biurkiem, informującego mnie o zakończeniu współpracy ze mną. Nie martwiłam się znalezieniem innej pracy - w dzisiejszych czasach dla dobrego płatnego zabójcy to nie problem, jednak nie mogłam jeszcze stracić TEJ roboty.
            Z zamyślenia wyrwał mnie Shade. Nawet nie zauważyłam kiedy skończył rozmawiać i wrócił do mnie.
            - Kołek. - Zadrżałam. Shade zmarszczył brew. - Znalazł Bladą. - Wyjaśnił, a ja wypuściłam powietrze, czując nieopisaną ulgę. - Myślałaś, że...
            - Tak. - Nie dałam mu skończyć.
            Wzięłam samochód na jazdę próbną. Zanim pożegnałam się z Shade'em, dał mi jeszcze kartę kredytową, prosząc mnie, bym kupiła sobie jakieś lepsze ubrania. Musiałam mu przyznać rację - mój wygląd nie wzbudzał pozytywnych emocji. Parkując swojego F1, czułam ogromną satysfakcję, widząc pełne podziwu spojrzenia mężczyzn, ale czar prysł, gdy wysiadłam z wozu. Faceci wytrzeszczali oczy i przewracali nimi, nie mogą się pogodzić, iż ktoś wyglądający jak menel, jeździ taką maszyną.
            Wpadłam do jakiegoś dużego sklepu odzieżowego. Znalazłam zwykłe jeansy i dopasowaną, ale nie obcisłą bokserkę w czarnym kolorze. Idąc do kasy, przypomniałam sobie o powinności zmiany bielizny. Zaklęłam pod nosem. Przeszłam cały sklep, aż znalazłam jakieś bawełniane bokserki, skarpetki i oczywiście stanik. Wychodząc na zewnątrz, dostrzegłam sklep sportowy. Niemal pobiegłam do niego, chcąc kupić parę wygodnych butów, które nadały by się do biegania. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz