środa, 23 grudnia 2015

Stabilizacja



            Po zjedzeniu obiadu na stołówce, próbowałam jeszcze się zdrzemnąć przed nocną zmianą, jednak wierciłam się z boku na bok, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Przypomniałam sobie o kopercie, która dalej leżała na parapecie. Nie byłam przekonana, ale może rzeczywiście powinnam sprawdzić, co jest w środku. Data,  godzina i miejsce, a na dole małej karteczki podpis "Jose".
            Kilka godzin przed zachodem słońca rozległo się pukanie do moich drzwi. Podeszłam, by otworzyć i ujrzałam swoich podopiecznych. Wszyscy uśmiechali się, pełni zapału do pracy, lecz jeden z nich był wyraźnie bardziej podekscytowany.
            - Meldujemy się zwarci i gotowi do patrolu.
            Złapałam pasek i szelki z bronią, którą już wymieniłam u Lewusa. Wyszłam razem z nimi. Opuściliśmy budynek mieszkalny, kierując się na parking. Jeden z mężczyzn miał przydzielony samochód terenowy, którym dojechaliśmy do magazynów, gdzie mieliśmy pełnić wartę. Przy bramie głównej czekała na nas grupa z porannej zmiany. Ich dowódcą był Keith Campbell, którego miałam okazję wcześniej poznać, gdyż często współpracował z Shade'em.
            - Robin! Czemu cie osadzili? Teren jest już spokojniejszy?
            - Zbierzcie raport i zajmijcie pozycje. Informować mnie na bieżąco.
            Moja grupa rozmówiła się z drugą, po czym rozbiegli się po terenie magazynów, a ja odeszłam ze znajomym na bok.
            - Nie mam pojęcia co się dzieje teraz w terenie, ale to raczej nie przez to mnie tu przydzielili... Chyba dalej jestem na warunkowym.
            - Zamiast ci dobrać takich ludzi, jak wtedy, albo reaktywować wasz zespół... Jesteś najlepszym żołnierzem SOFTS od kiedy organizacja została założona.
            Podziękowałam za komplement i pożegnałam się z nim. Weszłam na teren.
            - Raport. Pierwszy sektor, zgłoś się.
            - Matis, zgłaszam się. Teren czysty.
            - Sektor drugi, zgłoś się.
            - Nicolas, zgłaszam się. Teren czysty.
            - Sektor trzeci, zgłoś się.
            - Peter, zgłaszam się. Czysto.
            - Sektor czwarty.
            - Steven, zgłaszam się. Cisza i spokój.
            - Sektor centralny mój. Wszyscy zostajemy w stałym kontakcie. Po patrolu zbiórka w sali 437. Obecność obowiązkowa.
            Zaczęłam swój spacer wokół budynku znajdującego się pośrodku całego obiektu. Magazyn należący do SOFTS jest wykorzystywany do składowania i opracowywania broni eksperymentalnej, czy pojazdów bojowych. To wszystko jest ulokowane w budynkach sektorów jeden, dwa, trzy i cztery, natomiast w sektorze centralnym mieści się laboratorium, w którym część z żołnierzy została "ulepszona" genetycznie. Ci przerobieni są odporniejsi na zmęczenie, ból, głód; mają większą siłę fizyczną, bardziej wyostrzone zmysły. Również ich poziom inteligencji jest podniesiony, ale tylko nieznacznie od poziomu wyjściowego.
            Czas mijał powoli. Zaczęła mi dokuczać nuda. Walczyłam z chęcią spojrzenia na zegarek. Wolałam nie wiedzieć, która jest godzina. Modliłam się w duchu o konieczność interwencji, aż nagle usłyszałam szybkie kroki ciężkich, wojskowych butów na dachu budynku. Przysunęłam się do ściany. Kroki ucichły. Przesunęłam się bliżej miejsca, gdzie zatrzymał się intruz. Zeskoczył na ziemię tuż przede mną. Ubrany na czarno mężczyzna, o masywnej posturze, podobnej do Max'a.  Kiedy ujrzałam jego profil, moja postawa zelżała.
            - Łysy? - Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Mój przyjaciel, który zawsze golił głowę do zera, był teraz kompletnie zarośnięty. Jego blond włosy do ramion i broda, zmieniły jego wygląd, przez co ledwie go rozpoznałam.
            - Bobi!
            - Cicho... - Syknęłam.
            - Wybacz. Kołek powiedział,że wróciłaś, a Lewus marudził, że nie przeczytałaś notki.
            - Przeczytałam.
            - Przyjdziesz? Będą wszyscy. Kołek namówił nawet Despotę, choć było ciężko.
            - Jestem ciągle obserwowana. Nie wiem, czy powinnam.
            - Wszyscy jesteśmy obserwowani tak samo, Rob. Dlatego zajął się tym Kołek. Znalazł kilka miejsc, w których nikt nas nie widzi i o dziwo ten teren jest takim miejscem.
            - CO?!
            - Piwnica laboratorium.
            - Dlatego chcecie się tu spotkać w ciągu dnia? Bo mogę zostać po patrolu?
            - Nie możesz tu zostać.
            Staliśmy w miejscu, gdzie żaden chłopak z mojej grupy nie mógł nas zobaczyć, ale i tak obawiałam się, że któryś nas przyłapie. Wtedy oboje moglibyśmy mieć poważne kłopoty.
            - Jak to?
            - Chodzi o to, żebyś wróciła do pokoju, przekimała choć kilka godzin i wtedy dopiero wyszła pod byle pretekstem. Możesz nawet udawać, że idziesz po fajki. Ty będziesz miała problem z zakradnięciem się tutaj, ale żeby było łatwiej... Masz. - Wręczył mi złożoną na dwa razy kartkę. - Swoją drogą... Wyładniałaś Robin.
            - Dzięki. Ty też lepiej wyglądasz.
            - Zazdroszczę Shade'owi.
            - David...
            - Wiem, wiem. - Cmoknął mnie szybko w policzek i uciekł, jak dziecko.
            - Szefowo! - Usłyszałam w stacji głos podopiecznego.
            - Co jest Steven? Coś w sektorze?
            - Nie... Tylko cisza, spokój i nuda, ale... Masz może przy sobie jakieś papierosy?
            Zaczęłam się śmiać idąc w stronę czwartego sektora. Akurat zostały mi dwa ostatnie papierosy. Spaliliśmy, pozwalając sobie na dość przyjemną i swobodną rozmowę, po tym wróciliśmy na swoje pozycje. Do rana nie wydarzyło się już nic. O dziesiątej czekaliśmy zniecierpliwieni przy bramie na drugą zmianę. Matis szybko zdał raport i wsiedliśmy do terenówki. Po przyjeździe od razu spędziłam ich do sali 437. Słysząc ich marudzenie, przypomniało mi się, jak myśmy narzekali, gdy Shade zwoływał zebrania.
            - Wiem, że jesteście zmęczeni. Uwierzcie, też mi się nie chce, ale chciałabym was prosić, żebyście zastanowili się nad jakimiś ksywkami dla siebie. Możemy pomyśleć o tym teraz wspólnie, albo przełożyć zebranie na później. Szczerze... To chyba sama wolałbym się przespać. Więc jak? Co robimy?
            - Szefowo! Spać! - Zaśmiałam się, widząc zmęczenie Steven'a.
            - Dobra. Rozejść się! I każdy obowiązkowo ma się wyspać. - Uśmiechnęłam się do nich, uświadamiając sobie, że Kołek miał rację. Byłam zagubiona, ale pomimo tego, wiedziałam co muszę robić, a czego się wystrzegać. Ci ludzie nie byli niczemu winni. Nie mogłam być dla nich niemiła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz