wtorek, 5 stycznia 2016

Decyzja



            - Robin! Cholera! Nie możesz się teraz mazać! Gdzie jest ta Robin, którą znaliśmy? Ta mała, rozwścieczona Robin, łaknąca zemsty? Gdzie jest MOJA Robin?
            Zapanowała cisza, wszyscy patrzyli po sobie, unikając patrzenia na mnie i Shade'a. Miał rację. Kiedy po raz pierwszy zjawiłam się w SOFTS, moim jedynym celem było wymierzenie własnej sprawiedliwości. Jedyne czego chciałam to zabicie tej gnidy, która zamordowała moją mamę... Dlaczego nagle zaczęłam się wahać?
            - Nie wiem, jak się za to zabrać. Potrzebuję...
            - Dowodów? - Wtrącił się Kołek. - Dam ci dowody, dzięki którym staniesz się bohaterem, ale musisz go zabić.
            - Jak to? - Każdy spojrzał na Jose, wybałuszając ze zdziwienia oczy. Nikt nie miał pojęcia, o czym mówił.
            - Pamiętasz tego całego James'a Tucci'ego? On i Thomas Killen byli w dobrej komitywie. SOFTS głównie usuwał konkurencję James'a na czarnym rynku, ale zataiłem ten fragment historii, kiedy przekazywałem informacje głównemu zarządowi. Killen był spięty dopóki nie złapali Tucci'ego i nie zamknęli sprawy. Czasami cieszę się, że nikt nie zna i docenia moich możliwości.
            - Kołek! Konkrety!
            - Chodzi o to, że Killen siedzi przy dwóch korytach, a właściwie bardziej w podziemiach i manipuluje SOFTS'em dla własnych korzyści. Ma gdzieś przywrócenie porządku w kraju, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest odpowiedzialny za cały bajzel. Ale sama nie dasz rady. Twój ojciec większość czasu spędza w swojej posiadłości, która jest fortecą nie do zdobycia. Jedyną szansą jest dostanie przeniesienia.
            - Do jego ochrony?
            - Dokładnie. Mogę wyczyścić konta Shade'a i Melby, dyrektorzy się ostatnio pozmieniali, więc tę dwójkę wcisnę tam bez większych problemów. Łysego nie ruszę, jest poza moim zasięgiem. Lewusa za bardzo polubili ludzie od zaopatrzenia zbrojeniowego. Jeśli chodzi o Robin... Trzeba by przygotować rozpierduchę magazynów.
            - CO?!
            - Spokojnie, Rob. Shade załatwi jakichś zleceniobiorców. Wystarczy, że załączycie alarm. Dotarcie jednostek na miejsce z ośrodka zajmie im siedem minut, a ty w tym czasie musisz się postarać, żeby żaden z twoich podopiecznych nie zginął i żebyś ty zabiła wszystkich intruzów. Pamiętaj, że cały obiekt jest monitorowany.
            - Wszyscy jesteśmy gotowi ci pomóc, tylko musisz powiedzieć, że tego chcesz. - Melba uśmiechnęła się do mnie ciepło.
            - Nigdy bym się tu nie zjawił, gdyby Kołek nie zagrał w otwarte karty.
            - Więc nie chciałeś... - Nie dokończyłam. Nie chciałam w ogóle tego komentować.
            Nawet nie zauważyłam, kiedy skończyła się wódka i jej miejsce w kubeczku zastąpiło piwo. Czekałam cierpliwie, aż ktoś przerwie ciszę i zmieni temat. Na całe szczęście nie musiałam długo czekać.
            - Bobi, proszę. - Blada wręczyła mi karteczkę. - Dzwoń, jak będziesz miała ochotę na ploteczki. Muszę się zbierać. Mój mąż zabiera mnie dzisiaj na kolację, więc muszę się jakoś ubrać. Do zobaczenia. - Pomachała i wskoczyła do kanału.
            - Też powinienem się zbierać. Przerwa zaraz mi się skończy. - Lewus podniósł się z podłogi.
            - Odwiozę cie. - Zawołał pospiesznie Jose.
            - O! Mogę się z wami zabrać? - David brzmiał jakoś nieswojo.
            - Ale ty masz dzisiaj wolne...
            - Kołek! Wiem, ale... Mam randkę.
            Spojrzałam na niego zdziwiona. Zarumienił się, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnęłam się i puściłam mu oczko.
            - Powodzenia.
            - Dzięki. - Wybąkał, zwieszając głowę.
            Cała trójka wyszła, zostawiając mnie sam na sam z Shade'em. Żadne z nas nie krzepiło się do przerwania milczenia. Shade chyba chciał na mnie wymusić, bym dokończyła swoją wcześniejszą wypowiedź, ale nie miałam ochoty do tego wracać.
            - Chciałem cie zobaczyć. Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo, ale to bez sensu. Dopóki jesteś uwiązana w SOFTS i nie uporasz się ze swoim ojcem, nie ma szans, żeby to działało. Robin, ja nie mam, jak wrócić do organizacji. Kołek może mnie tam wcisnąć na chwilę, ale tylko po o, żeby ułatwić ci robotę. Jeśli coś nie wypali, wszyscy leżymy. Wiesz, co grozi za zamach na członka głównego zarządu, prawda? Kiedy podejmiesz decyzję, daj znać Kołkowi, on się wszystkim zajmie. - Shade wstał i ruszył do wyjścia, nie czekając na moją reakcję. Nie mogłam pozwolić mu wyjść.
            - Shade... - Mój głos zadrżał. Zdążyłam złapać go za koszulkę w ostatniej chwili. Zatrzymał się, ale stał nieruchomo, nawet na mnie nie zerknąwszy. - Zrobię wszystko, żeby już nikogo nie stracić.
            Odwrócił się z pełnym dumy uśmiechem na twarzy. Wziął mnie w ramiona i pocałował czule.
            - Cieszę się, że w końcu to powiedziałaś.


            Dłonie zaczęły mi pulsować, a zapach prochu przekonywał o słuszności podjętej decyzji. Od razu po powrocie przekazałam informacje Kołkowi, że ma zacząć wszystko przygotowywać, po czym załatwiłam sobie ogromną ilość magazynków i pognałam na strzelnicę. Przechodziłam ze stanowiska na stanowisko, by  mniej czekać na zmianę tarcz.
            - Łoł... Szefowa się wkurzyła?
            Spojrzałam w stronę drzwi wejściowych. Młody stał z bronią w dłoni, przyglądając mi się badawczo.
            - Nie jestem zdenerwowana. Po prostu ćwiczę.
            - Przychodzę tu codziennie. Nigdy szefowej nie widziałem.
            - Ech... Skoczysz ze mną na dymka?
            Wyszliśmy na podwórze, skąd rozchodziły się alejki prowadzące na sektory boisk sportowych. Stanęliśmy naprzeciw wysokiego ogrodzenia z siatki, za którym grupa mężczyzn grała w koszykówkę. Odpaliłam papierosa i oddałam zapalniczkę Młodemu. Stałam ze spuszczoną głową, badając powierzchnię kostki brukowej pod moimi stopami.